Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 128 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Komitet Obrony Magdalenki

sobota, 02 stycznia 2016 14:48

W telewizorni wrzask. Zamach na demokrację, dyktatura i co tam jeszcze. Niektórzy nieszczęśliwi odbiorcy, zdążyli już się nawet oburzyć i dać odpór zamachowcom. Oczywiście wszystko tak spontanicznie. Sami się skrzyknęli i dawaj, na uzurpatorów dyktatorskiej władzy!

 

Niestety, osoby co bardziej wścibskie i nie przywykłe myśleć pod dyktando, mogą poczuć się rozczarowane brakiem finezji. Na czele oporu przeciw nowej władzy, niespecjalnie widać oddolnie kreujących się liderów, za to nad wyraz widać znanych towarzyszy partyjnych, zasłużonych w utrwalaniu tego co było, a co odrzucono w ostatnich wyborach.

 

Im większe ryzyko rozszyfrowania tej zależności przez odbiorców zmasowanej propagandy, tym większa histeria. Rozhisteryzowani aktywiści KOD, wrzeszczą o standardach prawa, demokracji i tolerancji, jak by uwierzyli we własną propagandę, że o wartości walczą, a nie o utracone przywileje, stanowiska i dalszą możliwość wprowadzania w czyn kulturowego marksizmu, jako jedynie słusznej ideologii. Ignorują fakt, że ideologia ta, sama w sobie jest sprzeczna z demokracją.

 

Jednym z „obrońców demokracji” jest Jan Hartman, znany z poglądów zbyt "postępowych" nawet jak dla Janusza Palikota, który to usunął go z partii, z powodu publikacji dot. związków kazirodczych. Warto wiedzieć, jaką demokratyczną i tolerancyjną przyszłość oświecony Jan Hartman, ma do zaproponowania ciemnym Polakom, patriotom i katolikom, czyli tym, którzy nie bywają na salonach. Jan Hartman taki przewiduje los dla oponentów lewackiego sposobu myślenia (cytat z autorskiego bloga):

 

Miliony was, chamy, miliony. I co my mamy z wami zrobić? Ale przyjdzie na was czas. A jak nie na was, to na wasze dzieci. Weźmiemy szturmem wasze szkoły, zwabimy was podstępem do teatrów, wyślemy wasze dzieci w świat. I pewnego dnia zniknie ta zabobonna, prostacka i kruchciana Polska, dławiąca się pychą, jakąż to ona jest „prawdziwą” i „wierną” jest. I narodzi się Polska ludzi przyzwoitych, kulturalnych, wiedzących coś o świecie i zdolnych do myślenia społecznego i obywatelskiego. Brzydzących się okrucieństwem i przemocą. I ja o taką Polskę będę walczył, jak potrafię.

 

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, po co ta nachalna seks propaganda w szkołach, po co te pseudo sztuki teatralne z gołymi d...mi na scenie i dlaczego ubek Zygmunt Bauman ma zbierać oklaski na uniwersytetach, a narodowa młodzież ma być z nich wyprowadzana siłą?

 

Tzw. marsze w obronie demokracji, to nic innego jak marsze w obronie komuny, która nigdy nie upadła, lecz dzięki układom z Magdalenki, służbom specjalnym o rodowodzie PRL, i takiej a nie innej formie przekształceń własnościowych, nazywanej eufemistycznie prywatyzacją – trwa do dziś.

 

Towarzysze partyjni, sbecy i ich tajni współpracownicy, zamienili czerwone legitymacje na pakiety udziałowe w gospodarce, w mediach i towarzyskich klikach nazywanych partiami politycznymi, fundacjami, stowarzyszeniami. Do tak ułożonego fundamentu, dokooptowali swe towarzyskie przyległości, niesłusznie obnoszące się symbolami Solidarności, jednocześnie skazując na zapomnienie rzeczywistych przywódców ówczesnego ruchu związkowego. Tak sformowanej klasie politycznej, nigdy nie brakowało kadr: jedni dołączali z pazerności a inni robili za pożytecznych idiotów.

 

Wymienione środowisko mieniące się elitą, udziela teraz nauk o standardach demokracji i państwa prawa. Te nauki, to żadna nowość. Już w czasach stalinowskich organizowano defilady, na których wzniecano histeryczny wrzask właśnie na rzecz demokracji, a przy tym tropiono „faszystowskie” siły reakcji, czyli tych, którzy ośmielali się nie przyjmować z aplauzem władzy z radzieckiego nadania. W 1989 r. dyspozycyjność wobec Moskwy, zamieniono na tę wobec Zachodu a w praktyce głównie wobec Niemiec.

 

Dzisiaj ci, którzy przez 26 lat, tak gorliwie wysługiwali się obcym, nawet się z tym nie kryjąc, czują się wystawieni do wiatru i jeżdżą do Berlina, z prośbą o wsparcie. Czują się zagrożeni perspektywą odrzucenia projektu Mitteleuropa i tym samym, utratą możliwości odgrywania roli przewodniej siły narodu.

 

Obecnie wciąż aktualnym i fundamentalnym wyzwaniem, jest walka o istnienie rzeczywistego państwa polskiego - o to aby nie dokonało ono żywota w stylu podobnym do tego znanego nam z historii końca XVIII wieku. W świecie następują głębokie przeobrażenia geopolityczne. Dotychczasowe złudne poczucie bezpieczeństwa zamienia się w stan, w którym nie ma już miejsca nawet na złudzenia. Polska może istnieć jako silne państwo, albo nie będzie jej wcale.

 


Podziel się
oceń
0
4

komentarze (9) | dodaj komentarz

OBRAZ JURGIELTU I ROZPACZY

piątek, 23 października 2015 23:58

W geopolityce od pokoleń niewiele się zmieniło. Bez względu na to, jak byśmy chcieli upiększyć nasz stan, to niestety tkwimy dokładnie w tym samym szambie w jakie wdepnęliśmy 300 lat temu. I jeśli trudno w to uwierzyć, to pozostaje zauważyć, że już w XVIII wieku, ta sama trudność w ocenie rzeczywistości istniała. W szerokich kręgach wynikała często z naiwności, ale w sferach beneficjentów ówczesnego stanu rzeczy, z wykalkulowanego zaprzaństwa.

 

Hipnoza w teoretycznym państwie

 

Skutki naiwności i zaprzaństwa są nam znane. O Konfederacji Targowickiej w wielu kręgach mówiono jak najlepiej, o jej przeciwnikach z gruntu źle. Akt Konfederacji Targowickiej w swej treści przepełniony był wielką troską o wolność ojczyzny. Nie wszyscy chcieli wiedzieć, że głównym jej patronem była caryca Katarzyna II, a sam akt spisano w Petersburgu.

 

Podobnie w dziejach nam bliższych. Manifest PKWN spisano1944 r. w Moskwie, pod dyktando Józefa Stalina. Oficjalnie Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, przepojony był troską o przyszłe losy ojczyzny. Opiewał demokrację ludową, lecz jak się szybko okazało, była to demokracja nie dla każdego: jej oponenci tj. „faszyści” z AK, WiN, NSZ, czy nawet mikołajczykowskiego PSL, zostali z  niej wykluczeni politycznie, ale często też wręcz fizycznie.

 

Jako, że w wyniku ostatniej wojny kwiat narodu został wyniszczony, i nie mógł zachować ciągłości trwania elit, wychowując następne pokolenia w polskości, to język w którym używa się pojęcia „faszyści”, okrzepł w naszym (zdawałoby się) kraju na dobre. Tak więc i dziś, za wszelkie próby podnoszenia (nawet pozorowanego) patriotyzmu, można oberwać leninowsko-stalinowską formułką faszysty.

 

Wystarczy włączyć telewizor i poddać się planowej hipnozie, aby nabrać lęku przed tymi wstrętnymi faszystami, których akurat w Polsce jest najwięcej, bo np. w Niemczech to ich nie ma wcale. Pomimo tego, że to w Niemczech rokrocznie padają ofiary śmiertelne różnorakich bojówek neonazistowskich, o których bardzo oszczędnie się mówi w mediach nazywających się polskimi. No ale skoro „Polacy wymordowali więcej Żydów niż Niemcy”, to trudno liczyć na jakiekolwiek pobłażanie – również ze strony naszych niemieckich przyjaciół, oraz ich tubylczego płatnego zaciągu z nad Wisły.

 

Nasi niemieccy przyjaciele, oraz ich rosyjscy i amerykańscy konkurenci, spierają się naszymi rękoma, o wpływy na obszarze naszego teoretycznego państwa. Możni tego świata, nie zechcą do tej konkurencji pofatygować się osobiście, skoro mają w kraju nad Wisłą tylu pętaków na jurgielcie. Dwory: pruski, ruski oraz amerykański, wypełniają swe zadania bez względu na koszty. Hałas od tego współzawodnictwa jest równie wielki, jak skala niezgody w społeczności tubylczej, ale takie są prawa zasady „dziel i rządź”.

 

Obecnie trwa kolejne przetasowanie i do głosu dochodzi dwór amerykański, co da się wyczuć natężeniem ujawniania potajemnie nagranych taśm. Oby to przetasowanie, nie poskutkowało koniecznością oddawania życia za banderowską Ukrainę. Czy jednak istnieje coś gorszego, niż to co dotychczas, czyli wysysanie krwi, potu i łez, i to nie na rzecz ojczyzny a… budowy wielkich Niemiec? Ale kto zechce nad tym się pochylić, zanim okrzyknie formułującego podobny pogląd mianem radykała?

 

Rewolucja musi trwać

 

W czasach których przyszło nam żyć, panuje moda na nie posiadanie poglądów. Ktoś kto poglądy posiada, na tyle wyraziście odróżnia się od innych, że natychmiast staje się w ich oczach radykałem, fundamentalistą itp., którego należy omijać szerokim łukiem. Każdy zapobiegliwy, jest doskonale uwarunkowany na unikanie łatki radykała – przecież to byłoby takie nieeleganckie, w dzisiejszym wysublimowanym świecie pełnym niereglamentowanej godności i szacunku.

 

Przecież wszyscy powinni się miłować: złodziej z obrabowanym, kłamca z oszukiwanym, oraz ciemiężyciele ze swymi ofiarami. Nie jest wskazane aby ofiara domagała się sprawiedliwości, albo chociaż wytykała palcami winowajcę, gdyż dobrze wiemy, czym to się może skończyć, jak nie sianiem mowy nienawiści czy też faszyzowaniem. Najłatwiej być „otwartym”, elastycznym i akceptować wszystko i wszystkich, ale niekoniecznie umieć taką filozofię życia uzasadnić. A co najgorsze nie znać konsekwencji - nie wiedzieć, do czego takie postawy prowadzą, ale ochoczo udzielać się w „demokratycznym” głosowaniu.

 

Niestety wielcy tego świata, którzy trzymają za lejce tę zmanierowaną rzeczywistość, doskonale się orientują do czego dążą – oni poglądy posiadają. Ich zdaniem nie ma takiej ceny, której nie musiałyby ponieść „ciemne masy”, dla budowania kulturowego marksizmu i New World Order. A marksizm jest wzniosły i piękny, tylko masy ludowe zbyt ciemne, aby te piękno dostrzec, więc nie ma powodu aby je niepokoić zbędnymi wyjaśnieniami.

 

Rewolucja musi trwać a tam gdzie drwa rąbią, tam i wióry lecą, to też każdy kto przeciw, nie ma dobrej prasy, grantów i kariery, choć bywa i gorzej. Z tym nie ma jednak większego problemu przynajmniej w państwie zwanym polskim: wynarodowione społeczeństwo nawet nie próbuje się stawiać, a nawet jak próbuje, to wpuszczane jest w kanał podstawionymi partiami.

 

Aby uniknąć niedogodności zostania faszystą, zawsze można „zaprzyjaźnić się” z obcymi i z ich ramienia wystąpić w roli moralizatora i nadzorcy swoich bliźnich. To metoda dobra dla ludzi słabych, nie potrafiących niezależnie myśleć, dla wykształconych na czerwonych uniwersytetach prostaków, nie wierzących w siebie i nie wierzących w Polskę, a mieniących się elitą. Dla zakompleksionych petentów, czułych na pochlebstwa płynące ze stolic innych państw, ale kompletnie nie czułych na rozmiar wydrenowania własnego narodu z wszelkich zasobów i wartości.

 

Tacy ludzie dzierżą atrybuty władzy, i na co dzień lecząc własne kompleksy, sprowadzają naród do swego poziomu, miast być przykładem i wznosić go wyżej. Zarządzają nami mentalni niewolnicy, niezdolni do samodzielnego działania, zwykli płynąć z głównym nurtem i przyjmować instruktaż od swych mentorów z zewnątrz. Niewolnicy napełniają sakiewki, ale też nie zawsze nawet pragną złota, często wystarczają im nagrody, medale i poklepanie po ramieniu – zawsze to jakaś forma zaleczenia swej duchowej mizeroty. Konformizm i poczucie akceptacji, ze strony silniejszych, to wyznacznik ich działania.

 

Stan obecny

 

Narzucone Polsce z zewnątrz, po 1989 r. takie a nie inne elity i rozwiązania ustrojowe, których skutkiem jest brak rzeczywistej władzy w państwie, nie mogą  przynieść innego skutku jak ten z XVIII w. zakończony rozbiorami. Obecna konstytucja nie gwarantuje a wręcz uniemożliwia objęcie odpowiedzialności za władzę przez jakąkolwiek jednolitą siłę polityczną. Rozbicie prerogatyw pomiędzy prezydenta a rząd, prowadzi do nieustannych konfliktów między głównymi instytucjami władzy. Ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, że niemal niemożliwe jest objęcie Urzędu Rady Ministrów, przez jedną formację polityczną.

 

Przez cale dotychczasowe istnienie III RP, nie było ani jednego monolitycznego rządu, który by posiadał większość w sejmie – z reguły niezbędne są koalicje. Skutkiem tego, rządzący nie czują się odpowiedzialni za swe rządy - odpowiedzialność się rozmywa, gdyż winnym okazuje się koalicjant. Objęcie rządów przez jedną partię wymaga wielkiej determinacji wyborców, która jest możliwa tylko w sytuacjach wyjątkowych. Podobna ustrojowa, finansowa i duchowa mizerota, doprowadziła do upadku I Rzeczpospolitą a teraz właśnie doprowadza do upadku II PRL, przypudrowany do zaszczytnego miana III RP.

 

Obecnie jesteśmy na etapie formowania nowego rozdania. Dwór pruski, tj. ulubieńcy Berlina właśnie trzęsą portkami, przed utratą zewnętrznych znamion władzy, ale cóż to podług tego, że ulubieniec Moskwy, już je utracił. Tymczasem przyjaciele Waszyngtonu szykują się do chwytania za wspomniane znamiona, wierząc głęboko, że samo ich przejęcie, równa się z odzyskaniem państwa, do formy wybiegającej poza teoretyczną.

 

Z nienawistną zazdrością na te aspiracje spogląda polskojęzyczna prusko-ruska konkurencja, która nie śmie nawet pomarzyć o prawdziwym państwie polskim. Wypasiona głównie na szwabskim ochłapie, wdzięczy się niczym dziwka przed oberwaniem w pysk od swego alfonsa. Woli pogardę ale też złoto od obcych, niż wierność własnemu gniazdu.  Obecnie przyjmuje każde warunki, aby tylko nie odtrącono jej od możliwości dawania d..y za pół darmo. Jako, że już lekko podstarzała i nie na modzie, to w szeregach alfonsjery ze WSI nastręczono Nowoczesną formę wyrazu, oraz Zjednoczoną komunę, aby oferta była pełniejsza. Nie ma to jak „nowe” twarze polityki.

 

Tzw. niezależne media głównego nurtu, również stanęły na wysokości zleconego im zadania. Od 1989 r. a raczej od 1944 r. wiernie służą komunistom i ich poplecznikom i zawsze wiedzą gdzie podstawić mikrofon, a gdzie nie warto, i komu zadawać trudne pytania, a co przemilczeć.

 

Niewątpliwie „zasługą” funkcjonariuszy partyjnych odgrywających rolę dziennikarzy, jest umiejętność pełnienia roli swoiście rozumianej czwartej władzy. W krajach tzw. demokratycznych, dziennikarską normą jest patrzenie na ręce władzy. W Polsce, funkcjonariusze medialni zajmują się nie tylko kontrolowaniem, ale wręcz aktywnym zwalczaniem opozycji. Dzieci PZPR-owców i SB-ków, oraz inni pseudo dziennikarze i celebryci, oddelegowani przez służby specjalne, do pracy na odcinku informacji, uczą nas tak rozumianej wolności słowa i demokracji.

 

Przed nami

 

Obóz rządzący przedawkował w nachalnej propagandzie i prowokacjach. Może to być kolejną z przyczyn jego porażki, w nadchodzących wyborach. Co więcej, obóz ten nadał pewien wzorzec funkcjonowania wolności słowa i demokracji, który teraz może się obrócić przeciw niemu. Bo gdyby tzw. obóz patriotyczny, po zwycięstwie wyborczym zechciał przejąć pełną kontrolę nad mediami i wszelkimi strefami wpływów na kolejne 25 lat, to reprezentanci głównego nurtu III RP, nie będą mieli moralnego prawa do krytyki, bo to oni są ojcami takiego właśnie modelu funkcjonowania państwa.

 

Niestety w najbliższej przyszłości, Budapeszt raczej nam nie grozi a szkoda. Również socjalizm będzie miał się całkiem dobrze, a może nawet i jeszcze lepiej. Będzie to kolejna kadencja parlamentu, pozbawiona reprezentantów rzeczywistej prawicy. Czy Polska może cokolwiek uzyskać w związku z nadchodzącymi wyborami?

 

Teoretycznie tak, o ile PiS przejmując władzę, znajdzie koalicjanta do uzyskania większości konstytucyjnej i zechce zmienić ustrój z obecnego parlamentarno-gabinetowego na prezydencki. Nie wiemy czy zechce, ale jeśli nie przeprowadzi tych zmian PiS, to realnie patrząc (przynajmniej w nadchodzącej kadencji) nie wprowadzi ich nikt inny.

 

Jeśli dojdzie do kolejnych przepychanek, swarów o sprawy pozorowane i drugorzędne a nie zostanie przeprowadzona zmiana ustrojowa w pożądanym kierunku, to pamiętajmy czym podobne zaniechania skończyły się dla I Rzeczypospolitej. Konstytucja 3 Maja, nastała zbyt późno, a Polska upadła jako państwo, co przełożyło się na bezpośrednią niedolę kolejnych pokoleń Polaków. System prezydencki, to jest niezbędne minimum, realne do uzyskania w obecnych warunkach. Od woli potencjalnych przyszłych rządów, będzie zależeć jego wprowadzenie. Jeśli z tej szansy nie skorzystają, niech nigdy więcej nie reklamują się jako obóz patriotyczny.


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (15) | dodaj komentarz

B’nai B’rith Polin powraca

piątek, 10 sierpnia 2012 17:49

9 września br. minie 5 rocznica powstania, a właściwie reaktywacji polskiego oddziału organizacji – B’nai B’rith. Jeszcze przed II wojną swiatową w roku 1938, działalność B’nai B’rith w Polsce została zakazana przez prezydenta Ignacego Mościckiego, który wydał dekret rozwiązujący organizacje masońskie w Polsce.


Poniżej obszerne fragmenty tekstu: Bliski współpracownik Komorowskiego kieruje lożą wolnomularską Pawła Siergiejczyka z internetowego portalu "Nasza Polska":


(…) Istniejąca obecnie B’nai B’rith Polin powstała we wrześniu 2007 r. Nie pisały o tym gazety, nie informowała telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce. Warto zacytować ją w całości, bo jest bardzo wymowna:

„9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem

i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności”.


I dalej za Naszą Polską:


Pierwszym prezydentem polskiego oddziału B’nai B’rith został prof. Andrzej Friedman, lekarz-neurolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego, a przy tym syn Michała Friedmana, dawnego politruka LWP i szefa Wydawnictwa MON, który po usunięciu z wojska (w stopniu pułkownika) i z partii w 1968 r. został czołowym tłumaczem literatury hebrajskiej i jidysz.


(…) Znacznie ciekawsza jest jednak postać obecnego prezydenta B’nai B’rith Polin. (…) Otóż od lutego 2009 r. prezydentem tym jest znany dziennikarz Jarosław J. Szczepański. (…) na początku 2007 r., jego nazwisko znalazło się w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych – jako niejawnego współpracownika WSI. Podczas pracy w TAI miał on informować WSI o „planach w zakresie zmian personalnych co do zagranicznych korespondentów TVP”, a po opuszczeniu telewizji „oferował WSI gotowość infiltracji »Rzeczpospolitej« lub »Wprost« bądź »innej związanej z jego profesją instytucji«”. On sam stanowczo zaprzeczył tym informacjom, wytoczył proces sądowy Ministerstwu Obrony Narodowej (…) Do dziś twierdzi, że jego współpraca z WSI polegała tylko na tym, że

w 2002 r. na prośbę znajomego oficera z ataszatu wojskowego w Waszyngtonie przywiózł z Rosji zakupiony w księgarni komplet map jeziora Bajkał i okolic, gdzie przebywał na urlopie.


Kilka tygodni po publikacji raportu ówczesny wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski zatrudnił Szczepańskiego jako swojego doradcę medialnego. Polityk PO mówił wówczas: „z Jarosławem Szczepańskim znam się od stu lat” , przekonywał: „mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię”, trudno jednak nie dostrzec w tym geście wyraźnej deklaracji politycznej: oto jedyny polityk Platformy, który od początku konsekwentnie sprzeciwiał się likwidacji WSI, zatrudnił dziennikarza oskarżonego o współpracę z tymi służbami. Co więcej, gdy jesienią 2007 r. Komorowski został marszałkiem, od razu powołał Szczepańskiego na stanowisko szefa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Nie pełnił tej funkcji długo, bo zaledwie pół roku, ale nawet w tak krótkim czasie „zasłynął” odebraniem stałych przepustek dla dziennikarzy niektórych mediów, w tym „Naszej Polski”, „Naszego Dziennika”, „Tygodnika Solidarność”, telewizji Trwam. (…)


Od początku funkcjonowania B’nai B’rith Polin jej wiceprezydentem jest prof. Jan Woleński (właściwie Hertrich-Woleński), filozof i logik z UJ, w latach 1965-1981 członek PZPR, później związany z „Solidarnością”. W czasach głębokiego PRL działał w urzędowym, antykatolickim Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, dziś zasiada

w Komitecie Honorowym Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów – organizacji

o podobnym charakterze, która od kilku lat propaguje m.in. „śluby humanistyczne”, czyli ateistyczne parodie religijnych ceremonii ślubnych (także jednopłciowych). W maju 2007 r. prof. Woleński był jednym z założycieli krakowskiego Ruchu na rzecz Demokracji, zainicjowanego przez Kwaśniewskiego, Wałęsę i Olechowskiego przeciwko rządom PiS. Dał się poznać również jako zagorzały przeciwnik lustracji – napisał nawet na ten temat książkę pt. „Lustracja jako zwierciadło”.


(…) W zarządzie B’nai B’rith Polin znajdziemy także inną charakterystyczną postać elity III RP. Sergiusz Kowalski – bo o nim mowa – to jeden z najostrzejszych publicystów

z kręgu „Gazety Wyborczej”, bez wahania i bez umiaru zarzucający przeciwnikom politycznym antysemityzm i ksenofobię , nazywający ich „czarną sotnią”, „ciemnogrodem” itp. (…) Taka „bezkompromisowość” Sergiusza Kowalskiego, rzadka nawet na tle środowiska „GW”, do złudzenia przypomina postawę jego dziadka, Władysława Kowalskiego ps. „Grzech”, członka władz Komunistycznej Partii Polski, szybko jednak usuniętego i potępionego przez Komintern za ultralewicowe sekciarstwo.


(…) W obecnym zarządzie B’nai B’rith Polin znajdziemy też dwie inne, mniej znane, ale jakże charakterystyczne osoby. Funkcję skarbnika pełni Agnieszka Milbrandt, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 30 i Społecznego Gimnazjum nr 5 w Warszawie,

a równocześnie skarbnik Towarzystwa Oświaty Niepublicznej, skupiającego dyrektorów prywatnych szkół z całej Polski. Natomiast sekretarzem zarządu B’nai B’rith Polin jest dr Jonathan Britmann, psycholog pracujący w Szpitalu Psychiatrycznym w Tworkach

i wykładający na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pochodzący zaś z Izraela, gdzie był funkcjonariuszem służb specjalnych. (…)


Warto też wymienić kilka nazwisk spośród tych założycieli polskiej loży B’nai B’rith, którzy nie występują oficjalnie jako członkowie jej władz. Mamy tu więc np. byłych posłów Jana Lityńskiego (z Unii Wolności) i prof. Pawła Śpiewaka (z PO), byłego wiceministra spraw zagranicznych, obecnie ambasadora w Hiszpanii Ryszarda Schnepfa, (…) a nawet Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela, katolickiego księdza i wykładowcę KUL, który swego czasu „odkrył” swoje żydowskie pochodzenie i od tej pory jest ulubieńcem arcybiskupa Życińskiego. (…)

 

Tyle z w/w artykułu.


Należałoby zapytać na jakiej zasadzie prawnej działa obecnie B’nai B’rith Polin. Nie widać ani nie słychać aby kiedykolwiek dekret prezydenta I. Mościckiego uchylono, tak więc wygląda na to, że organizacja ta prowadzi swoją działalność nielegalnie.


Co ciekawe - reaktywacja działalności nastąpiła w otoczce posłania wygłoszonego

w imieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez Ewę Junczyk-Ziomecką - Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta, o czym pisał swego czasu m.in. JKM na swoim blogu. Więcej tutaj.


Podziel się
oceń
0
5

komentarze (13) | dodaj komentarz

wtorek, 28 marca 2017

Licznik odwiedzin:  14 451  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O tej stronie

Reakcja i kontrrewolucja!

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Autor

Nie o mnie tutaj chodzi, więc proszę mi wybaczyć, że przedstawię się skrótowo: Nazywam się Janusz Kudlaszyk i zamieszkuję w Gorzowie Wlkp.

Ulubione strony

Publikuję na:

Statystyki

Odwiedziny: 14451

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl